Życiowa wpadka, na której można się wiele nauczyć

Na drzwiach świetl­icy sta­jni „Hura­gan” wisiał ogromny plakat głoszący:

“Zapraszamy na międzys­ta­jenne zawody ujeżdże­niowe!
Impreza zaczyna się o godz. 10.30 dnia 5.06.10r. (w stad­ninie „Hura­gan”).
Na miejscu można będzie zakupić napoje i coś do przekąszenia, w planie również ognisko i piecze­nie kiełbasek.
Serdecznie zapraszamy!!!
Orga­ni­za­torzy konkursu i cała stad­nina „Huragan”

W stad­ninie właśnie trwały przy­go­towa­nia do tych zawodów. Miała w nich wziąć udział 12–letnia dziew­czynka o imie­niu Basia. Jeźdz­iła ona bardzo dobrze, ale jak każdy musi­ała przy­go­tować się do zawodów. Każdego dnia po szkole przy­chodz­iła do sta­jni, by potrenować razem ze swoim trenerem i oczy­wiś­cie rumakiem Makiem, którego pieszc­zotli­wie nazy­wała Maczkiem lub Makusiem. Basia i Mak byli bardzo zgranym zespołem, świet­nie się rozu­mieli i współpracowali.

Pewnego dnia, gdy dziew­czynka skończyła wcześniej lekcje i wpadła na chwilę do domu by się prze­brać i czegoś się napić, mama zapytała:

- Skar­bie, kiedy i o której masz te zawody?
– Chyba szóstego o 11.00.
– Chyba? – spy­tała mama.
– Nie jestem pewna. – usłyszała odpowiedź i głośne trza­śnię­cie drzwiami.

Gdy dziew­czynka wró­ciła, mama znów zapy­tało o to samo, a Basia odpowiedzi­ała:
– Piątego o 12.30, ale mam być o 11.30, żeby przy­go­tować i rozprężyć Maka.
– Dobrze, więc pojedziemy razem.
– Dobra – odpowiedzi­ała dziewczynka.

Nad­szedł dzień zawodów i Basia z całą swoją rodz­iną pojechała do stad­niny. Gdy wresz­cie dojechali, wszyscy byli bardzo zdzi­wieni, że na parkurze jest już kilka koni i pełno ludzi.
Czyżby zaczęli beze mnie! Spójrz­cie na tabele to druga konkurencja!
Czy na pewno miałaś być tu o 11.30? – spy­tał jak zwykle spoko­jny tata.
Tak!!! – krzyknęła dziew­czynka zauważy­wszy swo­jego tren­era, który szedł właśnie w ich stronę.

- Co ja mówiłem? Miałaś być o 8.30, a najpóźniej o 9.00! I co? Miałaś szansę na pier­wsze miejsce! Mówiłem wyraźnie, zawody zaczy­nają się o 10.00. Miałaś gigan­ty­czny plakat, na którym jak wół było to napisane i do tego zaprosze­nie! A ja jak głupi tu robię sobie nadzieje, że może trochę się spóźnisz a ty przy­chodzisz na drugą konkurencję! – wydzierał się instruk­tor, a Basia ze łzami w oczach pow­tarzała:
– Czy­tałam plakat, zaprosze­nie dostałam i zgu­biłam, a pana nie słuchałam. I co teraz?
– I co teraz! Ty się mnie pytasz? Starałem się, ale nie mogli czekać na jedną zawod­niczkę. Zostałaś zdyskwal­i­fikowana!
– Przepraszam. — szep­nęła zapłakana dziew­czynka. A jej tata zaczął ją pocieszać.
– Nie martw się kochana, na przyszły raz zapamię­tasz, że trzeba się upewnić dwa razy. A teraz chodź zobaczymy, co u Maka i pok­ibicu­jemy twoim koleżankom.

Tak kończy się his­to­ria Basi. Dziew­czynka od tej pory pamięta, że zawsze można się pomylić, ale gdy raz popełn­imy błąd nie warto go już więcej razy powtarzać.

Zyciowa wpadka

Autor: Maja Rybar­czyk Klasa VI c, Szkoła Pod­sta­wowa Nr 23 we Włocławku