Szliśmy w dobrym tempie i około południa znaleźliśmy się na szczycie Chełmca, gdzie odpoczywaliśmy kilka godzin na łonie natury. W pewnym momencie tata rzucił propozycję:
- Może rozpalę ognisko i upieczemy kiełbaski?
- Super, niezły pomysł – powiedziałem.
Tata rozpalił ognisko, a później zjedliśmy pyszne kiełbaski i udaliśmy się na wieżę widokową. Oglądaliśmy panoramę Wałbrzycha i okolice.
- Piękne widoki - stwierdziłem.
- Aż nie chcę się wracać do domu - powiedziała mama.
Niestety nadszedł czas drogi powrotnej. Oczywiście mieliśmy wracać tą samą drogą, którą przywędrowaliśmy, lecz ja byłem zmęczony i zapytałem :
- Może wrócimy skrótami?
- Nie ma mowy - odpowiedział tata. Są wytyczone szlaki i należy się nimi kierować.
Spojrzałem w dół i powiedziałem :
- Uważam, że schodząc prosto między drzewami, zejdziemy blisko stadionu i szybciej będziemy na miejscu.
Tymczasem tata popatrzył na mnie i rzekł:
- Zobaczymy, co będzie dalej, wracamy zatem skrótami.
Trasa była straszna, szliśmy po kamieniach i dziurach. Wyszliśmy z lasu po zupełnie innej stronie niż myślałem. W ogóle to nie wiem, jak doszło do tego, że skróty trwały kilka godzin dłużej od prawidłowej drogi? Gdy opuściliśmy las, zaczęło się ściemniać, więc piesza wycieczka zakończyła się powrotem do domu taksówką. Byliśmy wykończeni tą wycieczką, ale pozostały miłe, rodzinne wspomnienia. Dla mnie była to nauczka – trzeba przestrzegać pewnych zasad. Do dziś mam dreszcze na wspomnienie letniej przygody.
Autor: Dawid Gościniak, klasa IV Publiczna Szkoła Podstawowa nr 30 im. Armii Krajowej w Wałbrzychu










