Jestem sobą

Jestem sobą? Cóż to za pytanie? Oczy­wiś­cie, że jestem.

Właś­ci­wie od wczo­raj nic się nie zmieniło. Nic poza tym, że zadaję sobie pytanie: czy bycie sobą ma jakikol­wiek, choćby min­i­malny, wpływ na pode­j­mowane przez nas, młodych ludzi, decyzje? Muszę dodać, że nic nie dzieje się bez przy­czyny i do takich wniosków skłoniło mnie moje liceum, które jest dowo­dem na to, że pol­ska szkoła jeszcze czegoś uczy.

Liceum, do którego chodzę, to najbardziej kon­ser­waty­wna, a zarazem najbardziej lib­er­alna szkoła, z jaką kiedykol­wiek się spotkałam. Bóg, honor, ojczyzna i wiele innych “świę­tych” słów wbija się do głowy uczniom naszej szkoły od pier­wszego dnia, kiedy tu trafi­ają. Trady­cje zobow­iązują, więc zobow­iązani jesteśmy je podtrzymy­wać – nieza­leżnie od tego, czy ktoś wierzy w ist­nie­nie ryc­er­skiego hon­oru w XXI wieku. To jedna strona, ta bardzo kon­ser­waty­wna. Druga strona to ta bardzo lib­er­alna. Każdy może wyrazić tu swoje opinie poprzez ubiór i przy­należność do sub­kul­tur, pod warunk­iem, że będzie to este­ty­czne i “smaczne” dla reszty społeczności szkolnej.

Warto dodać, że szkoła, którą wybrałam świadomie, ksz­tałci przede wszys­tkim lekarzy, prawników, poli­tyków i artys­tów. Ludzi, którzy mają cieszyć się sza­cunkiem, a zarazem zara­biać powyżej śred­niej kra­jowej. Nie wiem, jak to się dzieje, ale to się naprawdę sprawdza. Absol­wenci mojego liceum często fig­u­rują w doniesieni­ach pra­sowych, udzielają wywiadów lub mają najlep­sze kliniki medy­czne w regionie. Ja, potenc­jalna kandy­datka na świet­nego lekarza, miałam wkrótce również zostać chirurgiem świa­towej sławy, czy Bóg wie kim jeszcze. Tak przy­na­jm­niej wymyślili moi pro­fe­sorowie, moi rodz­ice i inni ważni ludzie tego świata. I wszys­tko byłoby ide­al­nie, gdyby nie to, że w porę zori­en­towałam się, że moje życie jest moim, a medy­cyna i inne królowe nauk kom­plet­nie mnie nie intere­sują. Co gorsza, postanow­iłam ozna­jmić w moim lib­er­al­nym liceum, co zamierzam zro­bić: “Wyjeżdżam” – powiedzi­ałam, ale wszyscy pomyśleli, że to pewnie Oxford mnie wzywa. “Wyjeżdżam do RPA. Hallo. Słyszy mnie ktoś? Nie będę lekarzem! Będę pra­cować w szpi­talu dla sierot z AIDS i HIV, za darmo, taki wolon­tariat 2-letni. Stu­dia? Zro­bię, jak wrócę. Na razie mam inny plan na życie…”.

I w tym momen­cie spadła na mnie law­ina. Law­ina pre­ten­sji. O to, że moje wyk­sz­tałce­nie nie ma dla mnie sensu, że zaplanowano mi inną przyszłość, że zaprzepaszczam najlep­szą szansę w moim życiu. No cóż… W prze­ci­wieńst­wie do moich rówieśników, których kari­erę ktoś zaplanował, a ich jedynym wyz­nacznikiem bycia sobą jest lib­er­alny strój czy mak­i­jaż – wybieram bycie sobą w innej formie. Jestem sobą. Pode­j­muję swoje, spon­tan­iczne decyzje. Nie wyk­luczam, że będę tego żałować, ale nie chcę, aby moje życie było zapro­gramowane. Jestem sobą i lubię to. Z wol­noś­cią wyboru idę w świat, jako ja, a nie jako nadzieja pol­skiej chirurgii. Przepraszam, taka już jestem, gdy jestem sobą…

Autor: nn

Komen­tarz Rzecznika:
Świat stwarza wiele możli­wości wyboru życiowych dróg. Można być sławnym chirurgiem, naukow­cem, lub jeździć po świecie z poko­jowymi mis­jami. To wszys­tko może być źródłem szczęś­cia i poczu­cia sensu życia – nie ma powodu, by postawy te wartościować. Można też pojechać do RPA jako sławny chirurg! Czemu nie!? Najważniejsze, aby mieć świado­mość kon­sek­wencji swoich wyborów i być do nich szcz­erze przekonanym.