Wolny” nastolatek…

Godz­ina szósta trzy­dzieści. Dzwoni budzik, jak zwykle to melo­dia ulu­bionej piosenki, która po tygod­niu staje się tą znien­aw­id­zoną. Wyłączam dźwięk. Oto pier­wszych pięć minut mojego „wol­nego czasu”. Nie wstaję z łóżka, nie otwieram oczu, cza­sem tych parę chwil umila mi wpada­jące przez okno słońce. Po kilku min­u­tach budzik dzwoni po raz kole­jny i tym razem jestem zmus­zona rozpocząć pełen obow­iązków dzień. W poś­piechu myję się, ubieram jem śniadanie (bądź najzwycza­jniej o nim zapom­i­nam), pakuję książki i wyb­ie­gam z domu.

Dwadzieś­cia minut pieszej wędrówki do szkoły to czas na obudze­nie się, uru­chomie­nie myśle­nia i rozpros­towanie kości. Do budynku wpadam pięć minut przed godz­iną ósmą, o ósmej dzwoni nato­mi­ast ten den­er­wu­jący, brzęczący, niezwykle głośny dzwonek. W tej chwili rozpoczy­nam bieg bardziej męczący niż ten na pięć kilo­metrów, oglą­dany wczo­raj w telewizji. Dziesię­ciomin­u­towe prz­erwy między pełnymi infor­ma­cji, przeład­owanymi pracą lekc­jami, są stanow­czo za krótkie. Teo­re­ty­cznie każda z tych prz­erw to mój wolny czas. Czas, w którym muszę znaleźć tę czy inną osobę, oddać książkę, wpaść do sekre­tariatu, do wychowaw­czyni. Dokoła pełno ludzi cały czas chcą­cych czegoś ode mnie. Około godziny pięt­nastej jestem w domu. Zanim zdążę zdjąć ple­cak, mama wita mnie w drzwiach z infor­ma­cją, że zapom­ni­ała kupić śmietanę do zupy. Idę więc do sklepu, po czym okazuje się, że w pob­liskim marke­cie skończyła się osiem­nasto­pro­cen­towa śmietana. Idę więc dalej, kupuję i w domu jestem nieco przed godz­iną szes­nastą. Z myślą o natłoku zadań domowych jem obiad i przed siedem­nastą zaczy­nam zaj­mować się odra­bi­an­iem lekcji. Praca z pol­skiego, rysunek z tech­niki, zada­nia z matem­atyki, album z geografii i przy­chodzi godz­ina dwudzi­esta, a wraz z nią kole­jnych parę wol­nych chwil. Teraz mam czas na swoje życie, swoje sprawy i przede wszys­tkim na zjedze­nie kolacji. Po doład­owa­niu sił, uzu­pełnie­niu węglowodanów i innych sub­stancji, z ust mojego taty padają słowa: „córeczko, pozmy­waj”. Tak oto, wolny czas spędzam na lawirowa­niu wśród kuchen­nych szafek z mnóst­wem mokrych talerzy, szk­lanek. Po dwudzi­estej pier­wszej zamykam się w łazience i gorąca kąpiel to kole­jnych 15 minut mojego wol­nego czasu.

Odprężona, czysta, pach­nąca wracam do swo­jego pokoju. Rozś­ciełam łóżko, sprawdzam wiado­mości na komu­nika­torze gadu-gadu, skrzynkę pocz­tową, powszech­nie nazy­waną e-mailem, po czym wyłączam kom­puter, gaszę światło, kładę się do łóżka, zakładam słuchawki na uszy i próbuję wsłuchać się w ulu­biona muzykę. Cza­sem się udaje, tylko cza­sem, zwykle zanim usłyszę pier­wsze dźwięki, odpły­wam w świat pięknych, odpręża­ją­cych snów. Oto mój wolny czas.

Autor: Mag­dalena Prostek, kl. IIIb, Pub­liczne Gim­nazjum nr 1 im. Noblistów Pol­s­kich w Łomży

Komen­tarz Rzecznika: Ufff – sam poczułem się zmęc­zony, kiedy wczułem się w Twoją sytu­ację. Dzień wypełniony po brzegi, zupełnie jak mój! Mam tylko nadzieję, że wszys­tkie te czyn­ności przynoszą Ci również trochę satys­fakcji i że jed­nak udaje Ci się każdego dnia znaleźć trochę czasu na wypoczynek i zwykłe leni­u­chowanie. Zdaję sobie sprawę, że młodzi ludzie bywają prze­ciążeni nauką i obow­iązkami. Często wypowiadam się w tej sprawie i proszę dorosłych, aby pamię­tali, że dzieci mają prawo do wypoczynku.