Na co trwonię czas

Na co trwonię czas? Codzi­en­nie jestem mil­iony razy oskarżana o marnowanie tej cen­nej rzeczy. Już pięć minut po prze­budze­niu słyszę od Mamy: „Znów leżysz, zami­ast od razu wstać. Kole­jny raz spóźnisz się na auto­bus”. Czy jed­nak cenne min­uty mojego poranka zostają bezpowrot­nie stra­cone? Otóż nie. Prze­cież nie wolno gwał­townie wstawać! Szczegól­nie w okre­sie młodzieńczym można dostać zawrotów głowy, zach­wiać się, przewró­cić, a nawet doz­nać urazu ciała.

Z kolei w szkole, kiedy po wiel­o­godzin­nych mękach związanych z nauką, kiedy idę na sprawdz­ian, nauczy­ciel mi mówi:”… i ty przy­chodzisz, zabierasz mi czas i po co? Ty nic nie umiesz!”.

Gdy jest piękna pogoda, a ciepłe promie­nie słońca wdzier­ają się do pokoju przez okno, ja postanaw­iam odro­bić zaległości w spaniu, uci­na­jąc sobie drzemkę. Wtedy znów zmus­zona jestem wysłuchać morałów, tym razem Taty, o tym, że zami­ast wyjść pood­dy­chać trochę świeżym powi­etrzem, kole­jne popołud­nie spędzam w domu. Jed­nakże w sytu­acji odwrot­nej, kiedy to siedzę na dworze, rodz­ice narzekają, że lep­iej było by gdy­bym się pouczyła. W ich mnie­ma­niu: zawsze mar­nuję czas.

Ulu­biony ser­ial, ciekawy film, kto nie oprze się tym poku­som? Telewizor to złodziej czasu – to oczy­wiś­cie opinia mojej babci.

Cza­sami, gdy mam podły nas­trój, wpa­truję się w pewien określony punkt — anal­izuję wzór firanki, budowę sęku w podłodze czy inten­sy­wność koloru ściany. Znowu trwonie­nie czasu, który zdaniem mojej Mamy, powin­nam poświę­cić na jakieś pożyteczne zaję­cia. Takie zaję­cia bardzo mnie jed­nak wyciszają i nie zrezygnuję z tego typu ter­apii uspokajającej.

Podob­nych sytu­acji mogę wymienić jeszcze wiele. Wydaje mi się, że wszys­tko, co robię z włas­nej woli, zdaniem dorosłych jest trwonie­niem czasu na głupoty.

Autor: Ewa Koza, Gim­nazjum Nr 2,  Koniecpol

Komen­tarz Rzecznika: Myślę, że każdy czuje się cza­sem tak bardzo zmęc­zony, że miałby ochotę tylko leżeć i patrzeć bezmyśl­nie w jakiś punkt. Ja w takiej chwili marzę, żeby położyć się na plaży, zagapić daleko w morze i o niczym spec­jal­nie nie myśleć… Gorzej, kiedy jest to stan, który trwa i trwa. Najważniejsze jest, abyśmy potrafili znaleźć odpowied­nią pro­por­cję pomiędzy obow­iązkami, a wypoczynkiem.