Tragedia w Biesłanie

Rok po tragedii w Biesłanie odd­ano do użytku dwie now­iutkie szkoły. Mają zamazać wspom­nienia tragedii sprzed roku. Ale komen­tarze zwiedza­ją­cych je uczniów przytłaczają smutkiem. Pytają czy musi­ało zginąć tyle niewin­nych osób, żeby te piękne budynki mogły pow­stać. I dodają, że i tak zawsze przed oczami będą stały im zgliszcze szkoły nr 1, w której roze­grał się dramat.

Koniec Biesłanu

1 wrześ­nia, czyli początek roku szkol­nego to bardzo uroczyste święto w Rosji. Do szkół odświęt­nie ubrani uczniowie przy­chodzą z rodz­i­nami. Ale dokład­nie rok temu biesłańskim dzieciom nie dane było świę­tować. Zami­ast tego, jak powiedział papież Jan Paweł II, stały się ofi­arami “bes­tial­skiego zamachu i nikczem­nej, bezl­i­tosnej agresji(…)”. Około godziny 9.30 szkołę prze­jęła grupa około 30 uzbro­jonych ter­ro­rys­tów, biorąc 1200 osób jako zakład­ników. Po trzech dni­ach nieu­danych negoc­jacji i kosz­maru przetrzymy­wanych, zaczął się szturm na szkołę, w którym zginęło 330 osób, z czego ponad połowa — to dzieci. “Gazeta Wybor­cza” z 04.09.2004 przy­tacza relacje rosyjskiej prasy w dzień po wybuchu. Oto frag­ment jed­nej z nich:

“Kom­m­er­sant”, “Biesłanyj koniec”:

“Rozkazu przys­tąpi­enia do szturmu nie było i nie odpowiadal­iśmy na ogień, do momentu, kiedy zrozu­mieliśmy, że to koniec — opowiadał nam potem mil­ic­jant, Witalij. (…)Wszyscy chcieli wynosić dzieci. Chło­piec wyniósł na rękach dziew­czynkę. Była cała żółta i zakr­waw­iona. Delikat­nie ułożyli ją na trawniku. — Czemu nie zabiera­cie do szpi­tala?! — krzy­czała jakaś kobi­eta. Chło­piec otarł oczy dłonią, popa­trzył na nią i niczego nie powiedział. Kobi­eta przykuc­nęła obok dziew­czynki i przyłożyła dłoń do jej szyi. — Nie ma pulsu — wyszep­tała prz­er­ażona i przy­tuliła do siebie martwe ciało. Od razu kilku ludzi krzyknęło — na ple­cach dziew­czynki była ogromna rwana pur­purowa rana. Potem obok na trawnik położyli ciało chłopca zaw­inięte w prześcier­adło. Chło­piec nie miał nogi.”

Min­uta ciszy

Dzieci, które przeżyły zamach zostały wysłane do sana­toriów, aby poprawić ich stan psy­chiczny. Część z nich rozpoczęła rok szkolny już w październiku. Uczniowie innych biesłańs­kich szkół musieli poczekać, aż pozostałe placówki zostaną sprawd­zone pod wzglę­dem bez­pieczeństwa. Naukę zaczęli 15.09. min­utą ciszy dla uczczenia pamięci ofiar. W tym cza­sie trwały jeszcze pogrzeby.

Wakacje w Polsce

Dzięki akcji Car­i­tasu 191 dzieci z Biesłanu przy­jechało w lipcu na kolonie do Pol­ski. Zostały rozmieszc­zone w sześ­ciu ośrod­kach Car­i­tasu: w Warsza­wie, Wrocławiu, Kątach Rybac­kich, Strzel­cach Kra­jeńs­kich, Fir­le­jach, i Głu­chołazach. Żeby pokonać prawie 3 tysiące km dzielące Pol­skę od Północ­nej Osetii, jechali dwie doby. Goś­cie Car­i­tasu mają od ośmiu do szes­nastu lat. Spędzili u nas dwa tygod­nie. Na stronie inter­ne­towej Car­i­tasu można znaleźć bardzo ciepłe podz­iękowa­nia, które nadeszły z Biesłanu. Te kolonie były kole­jnym etapem pro­gramu pomo­cowego prowad­zonego przez Car­i­tas dla ofiar biesłańskiej tragedii. W pomoc dla nich włączył się Fun­dusz Dzieci Poszkodowanych Przez Los. W akcję zbiera­nia pieniędzy Fun­dusz zaan­gażował wiele osób i orga­ni­za­cji, jed­nak zde­cy­dowanie najwięk­szy odzew znalazła ona w szkołach i przed­szko­lach, a więc wśród rówieśników ofiar.

Wina ter­ro­rys­tów (i nie tylko…?)

Rok po zamachu ter­ro­rysty­cznym nie udało się ustalić, czy wina rzeczy­wiś­cie w całości leży po stronie ter­ro­rys­tów. Wydaje się, że twarda zasada Kremla — z ter­ro­rys­tami się nie negocjuje, przy­czyniła się do fiaska akcji odbi­cia zakład­ników. Proku­ratura rosyjska twierdzi, że szkołę zajęli samobójcy, którzy bez względu na wszys­tko chcieli się wysadzić. Tym cza­sem świad­kowie wydarzenia twierdzą, że ter­ro­ryści byli gotowi do negoc­jacji. Bardzo możliwe, jak twierdzi wielu komen­ta­torów, że chodzi o ukrycie błędów spec­nazu, czyli rosyjs­kich sił spec­jal­nych. A wydaje się, że jest ich jeszcze kilka. Przede wszys­tkim nastaw­ie­nie: celem był szturm, man­i­fes­tacja siły, a krótkie, nieefek­ty­wne negoc­jacje dawały czas na jego przy­go­towanie. Prz­er­aża więc fakt, że niewinne dzieci stały się ofi­arą (której być może dałoby się uniknąć!!!) twardych reguł dorosłego świata.

Na koniec poz­wolę sobie przy­toczyć frag­ment wier­sza, który znalazłam w inter­ne­towym Por­talu Lit­er­ackim Fab­rica Libro­rum, autorstwa osoby kryjącej się pod pseudon­imem bekas:

3.09.04 (północ)

kładziemy się spać świadomi
że już dzieci zas­nęły snem wiecznym
i nie wrócą ze szkoły do domu
odpraw­ione na cmentarzu

Szukaliśmy ner­wowo w atlasie
Czy daleko
Dziś wszędzie blisko
Nad niejed­nym miastem cień swój kładzie
czarne słońce zwane nienawiścią

Gdy imperium kon­tratakuje -
świszczą kule
mylą się mieszają
kata z ofiarą

Rozpoz­nanie dzieci
przy­chodzi im z tru­dem
a może po prostu nie wierzą
w przyszłość wspani­ałą
kruchą jak ludzkie ciało

(…)

Więcej na stronach inter­ne­towych:
http://www.bbc.co.uk/polish/worldnews/story/2005/08/050818_bieslan.shtml
http://www.fabrica.civ.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=15184
http://serwisy.gazeta.pl/swiat/0,58260.html
http://www.caritas.pl/index_pl.php?show=wynik_szukaj