Synowie Wojny

Gdy Imperium Osmańskie zakończyło star­cia na ter­e­nach azjaty­c­kich, rozpoczęło walkę o pod­bój Europy. Oznaczało to przy­mus staw­ienia czoła innej kul­turze i religii, ale przede wszys­tkim zupełnie odmi­en­nej tak­tyce wojen­nej. W Azji obce kraje padały pod naporem ofen­sywy tureck­iej. Walka z sil­niejszymi europe­jskimi wojskami wyma­gała prze­or­ga­ni­zowa­niu strate­gii. Zmuszała też do stworzenia nowej armii. Potrzeba było wojown­ików, którzy potrafil­iby przechylić szalę zwycięstwa na stronę wojsk suł­tana. Tą nową potęgą mil­i­tarną mieli stać się janczarzy.

Początkowo armia Osmanów składała się z turec­kich jeźdźców uzbro­jonych w łuki i włócznie. Nazy­wano ich sipahi. Sposób ich dzi­ała­nia przy­pom­i­nał nieco pol­ską szlachtę. Posi­adali swoją ziemię, którą nie gospo­darowali sami, a robili to za nich chłopi. Sipahi w razie potrzeby staw­iali się konno do walki. Drugą siłą mil­i­tarną stali się janczarzy.

Nowe wojsko pow­stało w XIV wieku, ok. 1330 roku. Wtedy to suł­tan Ochran wpadł na pomysł stworzenia wojska z chrześ­ci­jańs­kich jeńców. Według trady­cji wojen­nej do suł­tana należała 1/5 jeńców. Spośród nich nakazał wybrać 1000 najsil­niejszych mężczyzn, którzy mieli stanowić zaczyn nowego wojska. Zmus­zono ich do prze­jś­cia na islam. Zdarzały się też przy­padki, że zgłaszali się do wojska ochot­nicy, którzy byli zafas­cynowani tajem­niczą religią ze wschodu.

W miarę postępu w walkach na Bałkanach Turcy potrze­bowali nowych wojsk, które mogłyby zająć miejsce żołnierzy poległych na polach bitewnych. Odd­zi­ały janczarów okazały się świet­nym wojskiem, lecz cią­gle nie można było im w stu pro­cen­tach ufać. Obaw­iano się buntu wśród wcielonych przy­musem żołnierzy. Gdy suł­tanem został Murad I pojawił się pomysł, aby zacząć tworzyć wojska janczarów od pod­staw. Postanowiono wychować całe pokole­nia wojown­ików, którzy od młodości przy­go­towani by byli do walki. Stwor­zono odpowiedni sys­tem szkolny, który niczym w starożyt­nej Spar­cie, poprzez surowe wychowanie stworzył nieustraszonych wojown­ików. Rekruci do tej “nowej armii” mieli być tak jak poprzed­nio wybierani spośród jeńców. Jed­nak mieli to być już nie dorośli mężczyźni, lecz małe dzieci. Od 1362 roku brano do niewoli, co piąte dziecko chrześ­ci­jańskie. Z biegiem czasu nawet i ta liczba przes­tała wystar­czać. Wybier­ano tych, którzy wykazy­wali się najwięk­szymi predys­pozy­c­jami siłowymi, lub obdarzeni byli wyjątkowymi tal­en­tami. Wszys­tkie dzieci musi­ały zmienić religię na islam. Od dzieciństwa wychowywani byli w atmos­ferze fanaty­cznej wiary w Allacha, co doprowadzało do tego, że zapom­i­nali o religii swoich ojców. Ksz­tał­towano charak­tery tych młodych ludzi tak, aby czuli, że wojna jest ich przez­nacze­niem i byli gotowi nawet oddać swoje życie na polu bitwy. Aby odd­zi­ały janczarów czuły, że nie są zwykłymi wojown­ikami, ale bojown­ikami w walce z niewiernymi (według Islamu niewiernymi byli chrześ­ci­janie) nadawano im wysoki prestiż społeczny. Duży w tym udział miała cer­e­mo­nia religi­jna, pod­czas pow­stawa­nia pier­wszych odd­zi­ałów janczarów. Bło­gosław­ieństwa udzielił im jeden z bardziej znaczą­cych w ówczes­nych cza­sach przy­wód­ców religi­jnych muzuł­manów Haci Bek­tas. Pod­czas tej cer­e­monii oder­wał rękaw od swo­jego płaszcza i położył na głowie jed­nego z wojown­ików, tak, że jedna jego część zwisała ku tyłowi głowy. Bło­gosław­iąc, nazwał nowe wojska “yeni czeri”, czyli “nowe wojsko”. Stąd właśnie pochodzi nazwa “janczarzy”. Na pamiątkę tego wydarzenia wojown­icy zawsze nosili na głowach białe, fil­cowe czapki, których przedłuże­nie opadało na plecy.

Początkowo pobór prowad­zono co 5–7 lat, jed­nak potem zrezyg­nowano z reg­u­larnego orga­ni­zowa­nia tej “branki”. Odbier­ano chrześ­ci­janom dzieci za każdym razem, gdy zachodz­iła potrzeba zwięk­sza­nia wojsk. Cza­sem nawet każdego roku. Wybier­ano tylko najsil­niejszych i najbystrze­jszych. Zwykle ofi­arami poboru były dzieci w wieku od 7 do 14 lat, później również starsi– do lat 21.Wszyscy pod­dawani byli obrzeza­niu, przez co od razu stawali się wyz­naw­cami islamu. Tych najlep­szych wysyłano dalej do Kon­stan­tynopola, gdzie po kole­jnych egza­m­i­nach i naukach zasi­lali szeregi sipahi. Jed­nak zde­cy­dowana więk­szość stawała się janczarami.

Mijała długi czas, zanim zapłakany dzieciak, wyr­wany z domu chrześ­ci­jańs­kich rodz­iców, przeo­braził się w dum­nego wojown­ika Allacha. Najpierw wysyłano młodzieńca do pracy na wieś, gdzie miał zdobyć siłę i tężyznę fizy­czną. Haru­jąc na roli miał ksz­tał­tować swoją wytr­wałość. Ważne też było, aby poz­nał kul­turę wschod­nią, język, religię i sposób życia Turków. Po kilku lat­ach takiej adap­tacji, młody człowiek wracał do Kon­stan­tynopola, aby tam rozpocząć naukę w 7– let­niej szkole nazy­wanej adżemi olan. Tam uczony był walki z bronią i strze­la­nia z łuku. Było to bezpośred­nie zaplecze wojska, gdzie mógł poczuć przeds­mak tego, co ma czekać go w przyszłości. Wpa­jano młodzień­com bez­graniczne posłuszeństwo suł­tanowi i tłu­miono wszelkie prze­jawy indy­wid­u­al­izmu. Wychowywano ich tak, aby uczniowie myśleli tylko o walce, islamie i suł­tanie. Te trzy sprawy miały zaj­mować całość myśle­nia janczarów. Nawet w późniejszych cza­sach po zakończe­niu tej specy­ficznej edukacji nie pozwalano, aby janczarom inne sprawy przysła­ni­ały wolę walki. Nie wolno im było nosić brody, ani zaw­ierać małżeństw. Nawet spać mogli jedynie w koszarach.

Nauczy­ciele w szkołach adżemi olan zdawali sobie sprawę, że młodzież, którą mają na wychowa­niu zna­j­duje się w wieku, gdy charak­ter nie jest w pełni uksz­tał­towany. Młodzi janczarzy cią­gle otoczeni duchem walki często się niecier­pli­wili. Ich przełożeni wiedzieli, że młodzi wojown­icy miewają sytu­acje kon­flik­towe i stre­sowe, których nie da się uniknąć. Pojaw­ia­jące się napię­cia postanowiono rozład­owywać w okrutny sposób. Wysyłano uczniów do chrześ­ci­jańs­kich lub żydows­kich wsi, gdzie mieli dokony­wać pogromów. Tam mogli ze zwierzęcą złoś­cią sprawdzić przy­dat­ność tego, czego uczono ich w szkołach. Przy okazji rozład­owu­jąc nad­miar energii.

W wieku 24–25 lat uczniowie kończyli już edukację. Ich charak­ter był już wtedy tak uksz­tał­towany, jak wyma­gali tego Osman­owie. Byli gotowi do walki. Tylko najlepsi we włada­niu bronią i najsil­niejsi stawali się janczarami. Pozostali odchodzili w niesławie zysku­jąc nazwę czikme, czyli odrzucony.

Janczarzy pod­czas walki zadzi­wiali przede wszys­tkim umiejęt­noś­cią mis­tr­zowskiego posługi­wa­nia się łukiem. Szy­bkość i siła strza­łów budz­iła panikę wśród prze­ci­wników. Pod­czas bitwy janczarzy mieli za zadanie ode­przeć najsil­niejszy atak prze­ci­wnika. Najpierw poprzez ostrzeli­wanie, dzięki któremu padali żołnierze i konie prze­ci­wnika, a potem wal­cząc szablami. Często pow­strzy­mu­jąc atak wys­taw­iali drew­ni­ane pale, na które nabi­jały się konie, lub w poś­piechu kopali doły. Gdy główne siły zostały pow­strzy­mane, do ataku ruszali sipahi przeła­mu­jąc wojska wroga.

Cieka­wostką jest to, że dla janczarów nie były ważne sztandary i chorąg­wie, które europe­jskie wojska wydzier­ały prze­ci­wnikom, aby poświad­czyć o swoim zwycięst­wie. Najświęt­szym przed­miotem w odd­zi­ałach janczarów był… kocioł, w którym dostawali jedze­nie. Każda, nawet mała grupa, czy odd­ział miała swój kocioł. Utrata jego pod­czas wojny oznaczała najwięk­szą hańbę. To właśnie wokół kotłów janczarzy zbier­ali się na ważne narady, a wywró­cony oznaczał po prostu bunt. Aby wciągnąć inny odd­ział do rebe­lii wystar­czyło ukraść ich kocioł, by tamci musieli przyłączyć się do buntu!

Janczarowie stworzyli nową, specy­ficzną kul­turę. Jed­nak można się pokusić o stwierdze­nie, że był to twór sztuczny. Wykre­owany przez Osmanów. Janczarzy prze­cież urodzili się chrześ­ci­janami, mieli w sobie krew europe­jską, a wal­czyli w imię islamu i żyli jak Turcy. Są oni jed­nym z pier­wszych dowodów na to, jak można uksz­tał­tować charak­ter człowieka, wpa­ja­jąc mu pewne zasady już od cza­sów młodości. Prz­er­aża­jące jest jak poprzez odpowied­nie wychowanie można stworzyć ludzi gotowych zabi­jać w fanaty­cznym szale…