| Autor: Ada Miklińska | |
| 20.10.2006. | |
| Wakacje zawsze kojarzą nam się z długimi podróżami w odległe miejsca, w których nigdy nie byliśmy lub, za którymi bardzo tęsknimy, bo nie możemy ich odwiedzać w ciągu roku. Marzenia o egzotycznych, pełnych kolorów krajach, słońcu, piaszczystych plażach, zapachu morskiej bryzy, czy gęstych, zielonych lasach i kamiennych szlakach pośród gór wypełniają nasze głowy, gdy zbliża się lipiec. Na pewno znasz to uczucie podekscytowania, gdy czekasz na wakacyjną przygodę. Wypełnia Cię radość na samą myśl o wolności, bo wakacje to koniec szkoły, klasówek, kartkówek, pytania, stresów… I właśnie dlatego, gdy okazało się, że te dwa miesiące będę musiała spędzić w Warszawie, gdzie mieszkam, w momencie, gdy wszyscy moi znajomi zasypywali mnie swoimi opowieściami o ich tegorocznych podróżach, poczułam się bardzo nieszczęśliwa. Jednak kolejny raz przekonałam się, że życie nas zaskakuje, czasem bardzo pozytywnie.Tylko trzeba umieć “złapać okazję”…Od miesięcy sen z powiek spędzała mi świadomość, że powinnam w końcu doprowadzić swój angielski do perfekcji. Po kilku latach nauki człowiek, wierzcie mi lub nie, ma ochotę doprowadzić pewne rzeczy do końca i poświęcić swój cenny czas czemuś ciekawszemu. Tak właśnie było z owym językiem obcym. Wyjazd za granicę miał być uwieńczeniem mojej nauki. Miałam nabrać biegłości w mówieniu i w końcu przestać się bać odezwać w innej niż ojczysta mowie — zapewne znacie to z praktyki. Taki był plan… Lecz plany mają to do siebie, że, czasem z niezależnych od nas przyczyn, zawodzą, nawet jeśli bardzo na czymś nam zależy. Tak więc zła, że żadne z moich podróży nie staną się rzeczywistością tego roku, zajęłam się czytaniem książek i spotykaniem ze znajomymi, którzy akurat przebywali w Warszawie.
Pewnego razu dyskutowałam z moim kolegą w jednej z warszawskich kafejek. Obok nas usiadła grupka ludzi, mniej więcej w naszym wieku, którą zaczęliśmy obserwować z zainteresowaniem, bo przyglądali się z pewną konsternacją mapie naszego miasta. Ludzie ci mówili świetnie po angielsku — w mojej sytuacji, aż miło było posłuchać! W pewnej chwili, mój towarzysz (zapalony przewodnik po Warszawie — amator), przysiadł się do nich i zaczął opowiadać, co powinni zobaczyć w naszym mieście: Starówkę z Zamkiem Królewskim, Łazienki, Wilanów, Kopiec Powstania Warszawskiego… Potem zachęcona tym, z jaką uwagą i wdzięcznością go słuchali, postanowiłam czegoś się o nich dowiedzieć — kobieca ciekawość zwyciężyła, wsparta jeszcze tym, że niewiele jest dla mnie rzeczy ciekawszych niż poznawanie nowych ludzi! I tu musiałam się wykazać moją znajomością angielskiego… Pierwszy lęk, burza myśli w głowie — “odezwać się czy nie odezwać” i czy w ogóle zrozumieją, co ja do nich mówię? No, ale stwierdziłam, że życie jest za krótkie na zastanawianie i, że im szybciej się zapytam, tym szybciej będę mieć to z głowy. Przecież, jeśli raz pokonam strach w jakiejś sytuacji, potem już to samo działanie, nie będzie mi przysparzać takich problemów! Zachęcona tym — odważyłam się i… wszystko od teraz działo się bardzo szybko. Dowiedziałam się, że ludzie ci przyjechali do Polski uczyć się naszego języka. Byli tam Niemcy, Anglicy i Francuzi, po czasie poznałam także Norwega i kilku innych Niemców. Dowiedziałam się jak mają na imię, gdzie i czego się uczą. Zaproponowałam, że sami pokażemy im Warszawę, zabierzemy w ciekawe miejsca — do kafejek, clubów, na spacery… I tak, codziennie wieczorem, a czasem i w ciągu dnia, przez trzy tygodnie spotykaliśmy się wszyscy i odwiedzaliśmy kolejne charakterystyczne dla Warszawy i przyjemne, w mniemaniu młodych ludzi, miejsca. Dostałam nawet zaproszenie na imprezę organizowaną w ich akademiku pełnym cudzoziemców. Poznałam ciekawych ludzi z innych krajów, czyli innych kultur. Dowiedziałam się wielu zaskakujących rzeczy o nich, ich doświadczeniach i życiu w ich państwach. A przede wszystkim, to wydarzenie dało mi nie tylko wspaniałą możliwość ćwiczenia upragnionego angielskiego (może nawet intensywniej niż np. w Londynie, który w tym roku jest po prostu “oblężony” przez Polaków, a wiadomo, że w obcym państwie ludzie tej samej narodowości trzymają się razem, więc i częściej mówią w swoim języku), ale sprawiło, że stałam się bardziej odważna w kontaktach z ludźmi. Teraz już w ogóle nie boję się “zagadać do nieznajomego”. I czuję wielką satysfakcję z tego! Spytasz się, ale po co rozmawiać z nieznajomymi, przecież po to się ma kolegów i przyjaciół? Otóż choćby dlatego, że czasem możesz np. komuś pomóc. Tak pomóc! Konsekwencją tej przygody wakacyjnej, tego czego się podczas niej nauczyłam, była kolejna szalona rzecz, która mi się przytrafiła. Otóż jadąc autobusem przysłuchałam się rozmowie dwóch dziewczyn. Oczywiście rozmawiały po angielsku, bo od poprzedniego wydarzenia poszukiwałam innych obcokrajowców w Warszawie. Jedna z nich była z zagranicy, druga zaś była Polką, przebywającą w mieście tylko przejazdem. W końcu wybrałam odpowiedni moment i zagadałam do tej pierwszej. Okazało się, że jest ze Szwecji oraz, że przyjechała sama na wycieczkę po Środkowej Europie! Pierwszym jej celem była właśnie Warszawa (potem jechała do Bratysławy, Wiednia, Pragi i Gdańska). Dziewczyna okazała się najsympatyczniejszą osobą, którą poznałam tych wakacji. Wiele podróżowała i miała mnóstwo historii do opowiedzenia. Lecz, gdzie ta pomoc, o której wspomniałam wcześniej? Otóż okazało się, że Szwedka nie miała gdzie zatrzymać się w mieście i musiałaby długo szukać jakiegoś miłego miejsca. Ja — Warszawianka od urodzenia– postanowiłam pomóc jej znaleźć tani, atrakcyjny nocleg. Na szczęście hostel, o którym pomyślałam, okazał się świetnym rozwiązaniem. Dziewczyna była bardzo wdzięczna za pomoc. Przez kolejne dni chciałam pokazać jej, co nieco, Warszawę. Prócz tego poszłyśmy razem do clubu i do kina, nie mówiąc już o tym, że spędziłyśmy kilka godzin na dyskusji w przyjemnej kafejce (oczywiście w języku angielskim)! Mogłabym jeszcze długo opowiadać o naszych spotkaniach, bo owa Szwedka poznała nawet towarzystwo międzynarodowe, o którym opowiadałam wcześniej! Było wspaniale i przede wszystkim wesoło, mimo, że nigdzie nie wyjechałam. Wakacje, które zapowiadały się być najnudniejszymi, okazały się wspaniałym doświadczeniem. Wiele się nauczyłam, wielu rzeczy się dowiedziałam. Osiągnęłam swój cel, czyli praktykę angielskiego. Teraz mam zaproszenia do Niemiec i do Szwecji, do ludzi, których bardzo polubiłam, a przyszłe wakacje malują się wręcz kolorowo! I do tego wszystkiego, nie potrzebne były żadne fajerwerki, duże fundusze. Potrzebna była tylko odwaga, trochę samozaparcia, chęć bezinteresownej pomocy, no i najważniejsze — wiedza o mieście, w którym mieszkam… To wszystko stało się dla mnie inspiracją, by poznać historię Warszawy, dowiedzieć się ciekawostek o jej sławnych mieszkańcach, zabytkach itp., a przy tym poszerzania swych horyzontów, bo teraz będę z chęcią prezentować Warszawę przybyszom, nawet podczas roku szkolnego! Więc za nim zaczniesz narzekać, że w te wakacje “siedzisz w domu”, pomyśl, że to tak naprawdę od Ciebie zależy, czy będziesz się nudził, czy może zrobisz coś ciekawego… |








