Ja tylko wysłałam kilkanaście SMS-ów…” — pogadajmy o nękaniu

Kacper zakochał się w dziew­czynie z sąsied­niego gim­nazjum. Zobaczył ją na dyskotece — i wsiąkł. Próbował z nią pogadać na ulicy, kiedy wracała ze szkoły, ale się nie udało — była jakaś spłos­zona i naty­ch­mi­ast się zmyła. Reakcja trochę go zaskoczyła, ale ta nieśmi­ałość też mu się bardzo spodobała. Po kilku dni­ach udało mu się wyśledzić, gdzie mieszka, przyjrzeć jej koleżankom. Miał szczęś­cie — jedna kumplowała się z jego zna­jomym z poprzed­nich wakacji. Udało mu się wysępić numer telefonu.

Kacper zaczął jej wysyłać SMS-y: “Bardzo mi się podobasz”, “Chyba się w Tobie zakochałem”, ser­duszka, buźki itp. Nie odpowiadała. Ciągnęło go do niej, więc krę­cił się koło jej szkoły, kiedy kończyła lekcje (dwa razy zer­wał się z włas­nych, bo kończyła wcześniej), wysłany po zakupy leciał na drugi koniec miasta, do sklepu koło jej bloku. Raz nawet udało mu się ją tam spotkać, tyle, że kiedy się do niej uśmiech­nął, wyglą­dała na wys­traszoną. Wysłał jej SMS-a: “Jesteś piękna. Uwiel­biam na Ciebie patrzeć”. Wiec­zorem w jego domu pojaw­iła się policja. Wtedy pier­wszy raz w życiu usłyszał słowo “stalk­ing” — nękanie.

Kacper miał wyjątkowego pecha. Dziew­czyna w której się zakochał, dwa lata wcześniej została zgwał­cona przez młodego fac­eta, który też za nią łaził, krę­cił się pod szkołą, wysi­ady­wał przed wejś­ciem do klatki schodowej, gapił się, uśmiechał… A potem, które­goś dnia zaczaił się w załomie muru na parterze i wciągnął ją do piwnicy. Po długim lecze­niu zaczęła powoli wracać do równowagi. I nagle kosz­mar wró­cił. Za sprawą Kacpra, który zobaczył ją na pier­wszej dyskotece, na którą odważyła się pójść od tamtego czasu i zakochał się w niej na maksa.

Sprawa jakoś się wyjaśniła, ale oboje przeżyli niezłe piekło: ona, bo kiedy zaczęła wierzyć, że może żyć nor­mal­nie i nie wszyscy są pot­worami, znowu została zaatakowana (przy­na­jm­niej tak to wyglą­dało); on, bo musiał obcym ludziom wielokrot­nie udowad­niać, że nie jest zboczeńcem, tłu­maczyć się ze swoich uczuć. W dodatku — wszys­tko się rozniosło i oboje stali się “bohat­erami skandalu”.

Dziew­czynę rodz­ice znowu prze­nieśli do innej szkoły.

Kacper po paru miesią­cach z ulgą skończył swoje gim­nazjum i znalazł sobie szkołę z inter­natem na tyle daleko, żeby nie dotarł tam nikt z jego miasta. To była szkoła, w której pra­cow­ałam. Tak poz­nałam jego porąbaną his­torię. Wiele roz­maw­ial­iśmy o tym, co się stało. Potem opowiedział ją swoim kole­gom. Ku prze­strodze. Żeby wiedzieli, że nawet zamotani wielkim uczu­ciem musimy pamię­tać o szanowa­niu cud­zych granic, bo możemy kogoś bardzo mocno skrzywdzić.

My też się przyjrzyjmy — co się właś­ci­wie stało?

Niech­ciana miłość

Najtrud­niejszy jest ten pier­wszy moment, kiedy “star­tu­jemy” do kogoś, kto nas “zau­roczył” (to ter­min ze słown­ika prababek, ale jedyny, który jakoś odd­aje kli­mat). Jeżeli “to drugie” też od razu zaskoczy, to mamy parę. Klasyka. A jeżeli nie? Jeżeli olewa nasze syg­nały, próby zacieśnienia kon­tak­tów? Więk­szość z nas rezygnuje od razu, smut­nieje i wraca do domu, żeby w samot­ności lizać rany. Inni przeży­wają swoje uczu­cie, jego wzloty i upadki bardziej “społecznie” — dziew­czyny godz­i­nami gadają z przy­jaciółkami o tym, jak się zabu­jały, jak on spo­jrzał, co robił, z kim stał, co powiedział i do kogo, no i jakby go tu jed­nak zba­jerować… Chłopaki tak samo. “Wybrany” staje się obiek­tem czu­jnej obserwacji całej grupy.

Już to może być dla niego uciążliwe. Na szczęś­cie najczęś­ciej szy­bko mija. Szczegól­nie, że sta­jemy się coraz bardziej otwarci, coraz lep­iej nam idzie roz­maw­ianie o uczu­ci­ach, nawet te trudne roz­mowy, kiedy trzeba delikat­nie, nie raniąc wyjaśnić, że możemy być najwyżej kolegami, wychodzą nam coraz lepiej.

Gorzej, jeżeli taki zakochany des­perat nie rozs­taje się z nadzieją, że jakoś uda mu się przy­ciągnąć i przekonać do siebie obiekt uczuć. Jeżeli mimo wszys­tko szuka kon­taktu, próbuje wpłynąć, omo­tać, nakłonić, zmusić.

“Bo może jednak..?”

SMS-y, syg­nały, meile, głuche tele­fony, pocztówki, listy, wszys­tko, co może przy­pom­nieć nieskutecznie kochanemu o naszym ist­nie­niu i uczu­ciu. Chodze­nie za nim, zbieranie infor­ma­cji, wpadanie na niego “niby przy­pad­kiem” wszędzie, gdzie się tylko da, bo może wresz­cie będzie miał “lep­szą chwilę” i w końcu zaskoczy, może aku­rat pokłó­cił się z tą swoją dziew­czyną i w końcu spo­jrzy “łaskawszym okiem”…

Nawet nor­malny, zdrowy, silny facet może mieć tego dość, szczegól­nie, jeśli widzi, że ktoś upor­czy­wie dąży do rozwale­nia związku z dziew­czyną, na której mu zależy. Ale nawet, jeśli nie musi martwić się o swój związek, to i tak może czuć się osac­zony i prześladowany.

A jeżeli to jest dziewczyna?

A jeżeli to ktoś, kto ma jakieś złe doświad­czenia, albo ktoś, w kogo życiu dzieje się właśnie coś bardzo złego, w co “wstrze­limy się” z tym naszym niepros­zonym uczuciem?

Właśnie dlat­ego musimy być szczegól­nie czu­jni na “syg­nały odmowy”. Uważać, żeby w próbach zarwa­nia “obiektu” nie przekroczyć granicy, za którą zaczyna się krzy­wda tego, komu życzymy prze­cież jak najlepiej.

Trudna sprawa, bo te granice każdy ma ustaw­ione trochę gdzie indziej — jedni bliżej, inni dalej siebie. Kacper strasznie się wrąbał, bo trafił na wyjątkowo wrażliwą, głęboko zran­ioną dziew­czynę, z ogrom­nym poczu­ciem zagroże­nia. Ale czy może wszys­tko zwalić na przy­padek? No, nie. Zauważył, że kiedy on próbuje naw­iązać kon­takt — ona się boi. Ale próbował dalej. Czyli — zachował się jak stalker.

Miała prawo się bać, bo już raz padła ofi­arą stalk­era. Jej rodz­ice mieli prawo być prz­er­ażeni tym, że ich dziecko znowu jest wkrę­cane w kosz­mar. Musieli jej bronić. Dlat­ego zaw­iadomili policję. Policja zadzi­ałała bardzo szy­bko i ostro, żeby odsunąć zagroże­nie od dziew­czyny, która już raz została skra­jnie bru­tal­nie zaatakowana i bardzo skrzy­wd­zona przez stalkera.

Stalk­era, czyli “nękacza”

Stalk­ing

To sto­sunkowo nowe poję­cie w krymi­nologii, cho­ciaż samo zjawisko jest stare jak świat i można na nie trafić w lit­er­aturze każdego okresu. Tyle, że teraz stalk­erzy mają znacznie więk­sze możli­wości nęka­nia swoich ofiar, niż na przykład śred­niowieczni ryc­erze: taki ryc­erz, który chciał syg­nal­i­zować z ukrycia swoją nieusta­jącą obec­ność, mógł co najwyżej smęt­nie trąbić ze skraju lasu, teraz nękacz ma do dys­pozy­cji pocztę, SMS-y, meile, telefony.

Stalk­ing polega na celowym i złośli­wym prześlad­owa­niu lub molestowa­niu jakiejś osoby, pole­ga­ja­cym na fizy­cznym albo wirtu­al­nym zbliża­niu się do ofi­ary, która nie życzy sobie takiego kon­taktu, na śledze­niu jej, komu­nikowa­niu się z nią wbrew jej woli, składa­niu niech­cianych propozy­cji, cza­sem stosowa­niu gróźb, które “mogą u rozsąd­nie myślącej osoby wywołać strach i poczu­cie zagroże­nia”. Niek­tórzy stalk­erzy starają się wejść w środowisko prześlad­owanej osoby, na przykład zaw­ier­a­jąc zna­jo­mości z jej bliskimi lub przy­jaciółmi, odwiedzają (a właś­ci­wie — nachodzą) ją w pracy lub w szkole, w domu. Cza­sem, co moim zdaniem jest szczegól­nie ohydne, zaczy­nają “kolekcjonować” roz­maite przed­mioty należące do ofi­ary, albo jakoś z nią związane (najwięk­sze wari­actwo, z którym się zetknęłam, to buch­nię­cie i zawlecze­nie do domu ławki z parku, na której siedzi­ała dziew­czyna, której uczepił się stalker). Bywa też odwrot­nie — zasy­pują ofi­arę niech­cianymi prezen­tami: kwiaty, gadżety, pluszaki, dro­bi­azgi, ale cza­sami prezen­tami depry­mu­jąco cennymi.

Nor­malne to to nie jest…

cho­ciaż nie jest chorobą. Tak przy­na­jm­niej twierdzą psy­chi­a­trzy. Mówią, że jest to obsesyjne prześlad­owanie. Czyli — nie ma tu cienia “okoliczności łagodzą­cych”. Tylko zwycza­jny świr. Ucze­nie mówiąc — zaburzenia osobowości. Stalker to koleś, który nie potrafi kon­trolować się na tyle, by uszanować cudzą wol­ność i cudze uczu­cia. Stara się prze­jąć kon­trolę nad życiem swo­jej ofi­ary przez zas­trasze­nie jej, wywołanie poczu­cia bezsil­ności i bezrad­ności. Po prostu — stara się “zapędzić ją w kozi róg” i zmusić do uległości. Chce “prze­jąć władzę nad ofi­arą i będzie o nią wal­czył, jeśli będzie musiał, bo nie potrafi zrezyg­nować z manipulacji.”

Psy­cholodzy, którzy zaj­mują się stalk­erami twierdzą, że ich charak­terysty­czne cechy, to “niska tol­er­ancja na niepowodzenia i na brak akcep­tacji ze strony otoczenia, skłon­ność do zniek­sz­tał­conego postrze­ga­nia rzeczy­wis­tości i błędna inter­pre­tacja zachowań innych ludzi, natar­czywe i cza­sem agresy­wne doma­ganie się swoich praw bez zwraca­nia uwagi na czy­jeś uczu­cia i potrzeby, nieu­miejęt­ność utrzy­ma­nia trwałych relacji, egoizm i ogromna potrzeba zwraca­nia na siebie uwagi, brak empatii”, czyli umiejęt­ności wczuwa­nia się w czyjąś sytuację.

Stalker może się uczepić każdego: to może być była dziew­czyna (albo chłopak), poli­tyk, aktor, piosenkarz, nauczy­ciel, sąsi­adka, fajny chłopak wypa­tr­zony w McDon­aldzie, albo dziew­czyna spotkana na ulicy. I może być na prawdę groźny. Strach, który stalk­erzy wywołują u prześlad­owanych, nie jest nieuza­sad­niony — zdarza się, że nękanie jest tylko wstępem do na prawdę groźnego ataku. Niszczenia rzeczy należą­cych do ofi­ary, pobi­cia, gwałtu, uszkodzenia ciała, a nawet morder­stwa. To właśnie z ręki stalk­era zginął John Lennon, jeden z Beatlesów.

Nękanie

Kilka dziew­czyn z klasy pożarło się z Mar­tyną o coś mało istot­nego. A potem sprawa się rozkrę­ciła. Dalej chodz­iło o dro­bi­azgi, ale atmos­fera pęcz­ni­ała. Które­goś dnia jedna z nich zapro­ponowała, żeby “dokopać” Mar­tynie SMS-ami. Zaczęły od mało ele­ganc­kich wyzwisk. Rozkrę­cały się z dnia na dzień, bo z cza­sem wydawało im się to coraz bardziej zabawne. Zaczęły wysyłać coraz bardziej wymyślne groźby. Policja przyszła po nie do szkoły. Sprawa skończyła się w sądzie, a ze szkoły je wyrzucono…

Więk­szość uczniów z klasy Mar­tyny i jej prześlad­ow­czyń była zaskoc­zona siłą reakcji na coś, co “było nor­malne — często się tak robi, jak się coś do kogoś ma”. To znaczy, że wiele osób z tej klasy mogło “zal­iczyć wtopę” tak samo jak tamte dziew­czyny. Nie mieli poję­cia, że robią coś, za co mogą ponieść kon­sek­wencje. “Prze­cież to tylko SMS-y…”

Podob­nie nieświadomi są ci, którzy nękają kogoś w necie.

Cyber-stalkerzy” bom­bar­dują ofi­arę meil­ami, zapy­chają jej konto spamem, rozsyłają z jej konta meile bez jej wiedzy, cza­sami rozpowszech­ni­ają za pośred­nictwem sieci jakieś infor­ma­cje o niej, albo jej zdję­cia, pod­szy­wają się pod nią na czat­ach albo lis­tach dyskusyjnych, nękają w komu­nika­torach. Bardziej zaawan­sowani potrafią zaatakować sam kom­puter ofi­ary: wła­mać się do niego, umyśl­nie go zawiru­sować, zain­stalować pro­gram szpiegu­jący albo tro­jana, zniszczyć dane zapisane na twardym dysku.

Sor­rki, ale za to też można beknąć.

W Kodek­sie Karnym jest artykuł 191 para­graf a, który mówi, że

“Kto sto­suje prze­moc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego dzi­ała­nia, zaniecha­nia lub znoszenia,

podlega karze pozbaw­ienia wol­ności do lat 3″

Jeżeli zacząłeś kogoś nękać…

nieświadomie, nie wiedząc, że robisz coś złego, że możesz go tym skrzy­wdzić, to po prostu to prz­er­wij. I tyle. Nie próbuj go teraz przepraszać, naprawić wyrząd­zonego zła, ani cokol­wiek wyjaś­niać. Jedyne, co możesz zro­bić, to zniknąć z jego życia. Bo każda następna próba naw­iąza­nia kon­taktu może być ode­brana jako kon­tyn­uowanie ataku, tylko w nieco zmienionej formie.

Jeżeli jesteś ofi­arą nękacza…

to nie ukry­waj tego przed całym światem, nawet jeśli udało mu się ci wmówić, że nikt nie jest w stanie ci pomóc, że ma na ciebie “haki” i skom­pro­mi­tuje Cię przed całym światem ze szczegól­nym uwzględ­nie­niem rodz­iców, że nikt Ci nie uwierzy, a jak komuś powiesz, to dopiero Ci pokaże…

Przy­pom­nij sobie his­torię Ewy, którą były chłopak zamor­dował na schodach szkoły w dniu rozpoczę­cia roku szkol­nego. On też był stalkerem.