Gdzie się włóczył Henio Błaszczyk?

Jak wiadomo, dzieci są najważniejsze pod Słońcem. Kiedy dziecku stanie się krzy­wda, każdy dorosły, zazwyczaj bez zas­tanowienia, staje w jego obronie. A kiedy wal­czymy w słusznej sprawie — bron­imy słab­szych, nat­u­ral­nie pode­j­mu­jemy wspólne dzi­ała­nia — jed­noczymy się, by zapo­biec złu lub ukarać win­nych. W poje­dynkę nic byśmy nie osiągnęli, ale dzięki wspar­ciu innych ludzi wymierzamy spraw­iedli­wość. Przyz­na­cie mi rację, że tak się dzieje? Zapewne bez zas­tanowienia powiecie, że tak. I bardzo dobrze, że tak uważa­cie. Ja jed­nak Was zaskoczę, bo his­to­ria naszego kraju pokazała, że nie dzieje się tak zawsze… Kiedyś takie wspólne, spon­tan­iczne dzi­ałanie doprowadz­iło do tragedii.

Jak to się stało? Otóż dorośli odpowiedzieli sobie na pytanie gdzie jest, a raczej, gdzie był Henio Błaszczyk. Brzmi śmiesznie — koniec his­torii taki nie jest…

Pogrom to “unices­t­wie­nie”, “zadanie komuś klęski”. Słowa tego najczęś­ciej używa się w odniesie­niu do bru­tal­nych aktów prze­mocy wobec Żydów, ale cza­sem i innych mniejs­zości nar­o­dowych i etnicznych. Pogromy są to zazwyczaj akcje spon­tan­iczne dużej grupy ludzi, choć cza­sem bywają skrupu­lat­nie zaplanowane lub umyśl­nie przez kogoś sprowokowane. W cza­sie tych bes­tial­s­kich dzi­ałań jedni ludzie giną, inni zostają ranni lub niszc­zone jest ich mie­nie (domy, dzi­ałki, sklepy). Określe­nie to rozpowszech­niło się w XIX w. za sprawą pogromów w carskiej Rosji. W Polsce również doszło do takich zdarzeń, ale już w lat­ach 1945–1946, czyli w początkowym okre­sie PRL-u zaraz po II wojnie świa­towej. Co było przy­czyną agresji wobec Żydów w kraju, w którym przed II wojną świa­tową żyła prawie 1/5 ich świa­towej pop­u­lacji? Jak nie wiadomo co, to była to zapewne plotka, która oparła się na ponurej legendzie.

Już w XIII w. w pol­skiej kul­turze ludowej pojawił się mit morder­stwa rytu­al­nego. Wspom­niał o nim nawet nasz kro­nikarz Jan Dłu­gosz. Otóż wier­zono, że Żydzi pory­wali chrześ­ci­jańskie dzieci, by potem spuszczać ich krew i wyko­rzysty­wać ją do sporządzenia ich trady­cyjnego placka — macy. W XVII i XVIII w. odbyło się najwięcej pro­cesów oskarża­ją­cych o takie prak­tyki. Nawet w koś­ciele jezuickim w Łęczycy do 1946r. zna­j­dował się obraz, który przed­staw­iał bro­datych Żydów z nożami zgro­mad­zonych wokół stołu i wanienkę z dzieck­iem, które zanur­zone było we krwi! Ten mit przekazy­wany był w Polsce z pokole­nia na pokole­nie i w sprzy­ja­ją­cych okolicznoś­ci­ach dał o sobie znać…

W czer­wcu 1945r. w Rzes­zowie znaleziono zwłoki dwu­nas­to­let­niej dziew­czynki. O morder­stwo na tle sek­su­al­nym oskarżono Jonasa Lan­des­mana, który miał żydowskie korze­nie. Z braku dowodów umor­zono śledztwo, ale mil­icja przeprowadz­iła jeszcze rewizję w domach żydows­kich. Tłum, obecny w cza­sie odprowadza­nia Żydów na posterunek mil­icji krzy­czał, że są oni morder­cami dzieci katolic­kich. Pode­jrzanych obrzu­cono kamieni­ami. Twor­zono fan­tasty­czne wer­sje zdarzeń. Mówiono, że ofiar było więcej — od sześ­ciu nawet do trzy­dzi­estu! Niek­tórzy jawnie głosili, że Niemcy dobrze robili mor­du­jąc Żydów w cza­sie wojny! Atmos­fera w samym Rzes­zowie zro­biła się ner­wowa. Stu Żydów jeszcze tego samego dnia opuś­ciło miasto. Nato­mi­ast po kraju plotka o Żydach — porywaczach i zabój­cach, zaczęła roz­chodzić się w zas­trasza­ją­cym tem­pie, a każde zaginię­cie dziecka zaczęto kojarzyć właśnie z tą jedną i jedyną przy­czyną. Tak było np. w lipcu w Krakowie, gdzie zatrzy­mano Żydówkę, która miała por­wać dziew­czynkę w celach rytu­al­nych. Jak się potem okazało, została ona zostaw­iona pod opieką kobi­ety przez własną matkę. W wyniku szerzenia się plotki, że zabito szes­naś­cioro dzieci, napad­nięto na syn­a­gogę. Ludzie, nie chcąc patrzeć bezczyn­nie, zaprag­nęli samodziel­nie wymierzać spraw­iedli­wość, by bronić swe pociechy! W zamieszkach zginęło pięć osób, a wiele zostało rannych.

Jed­nak do najwięk­szej tragedii doszło w 1946r. w Kiel­cach. 1 lipca do domu na noc nie wró­cił dziewię­ci­o­letni Henio Błaszczyk. Jego rodz­ice poszuki­wali go przez dwa dni — chodzili na mil­icję, pytali zna­jomych, rozwieszali plakaty. Po tym cza­sie chło­piec się znalazł. Jak się potem dowiedziano, po prostu pojechał bez wiedzy swych opiekunów na wieś do zna­jomych. Mimo to, nie wiedzieć czemu, ojciec chłopca — pan Walenty, udał się 3 lipca na komis­ariat MO i zgłosił, że jego synek był przetrzymy­wany przez Żydów w piwnicy, a udało mu się uciec dzięki pomocy żydowskiej dziew­czynki, która otworzyła małemu okno. 4 lipca pan Walenty z czter­nas­toma mil­ic­jan­tami udał się na ul. Planty 7/9, gdzie zna­j­dował się Komitet Żydowski. Od rana gro­madził się tam tłum, któremu powiedziano, że owa del­e­gacja idzie szukać innych zamor­dowanych dzieci. Wraz z mil­ic­jan­tami do lokalu wtargnęli zebrani ludzie oraz przy­byłe na miejsce odd­zi­ały wojska. Zaczął się pogrom. Wyprowadzanych z domu Żydów odd­awano w ręce gapiów. Bito ich i strze­lano do nich. Niek­tórych, nawet kobi­ety, wyrzu­cano przez okno. Od kuli w plecy zginął dr Sew­eryn Kahane — prze­wod­niczący Komitetu. W cza­sie pół godziny zabito kilka­naś­cie osób. Gdy wydawało się, że pogrom wygasa, na miejsce przy­było 600 robot­ników z Huty Lud­wików, którzy przynieśli ze sobą łomy, kije i klucze fran­cuskie. Zabito jeszcze kilka­naś­cie osób, a ran­nych Żydów gra­biono jeszcze w drodze do szpi­tala. Łącznie w cza­sie tego trag­icznego zdarzenia uśmier­cono aż 42 osoby! To nie był koniec…

Plotka szerzyła się dalej. W kilku mias­tach np. Ostrowcu Świę­tokrzyskim do komis­ari­atów MO przy­by­wali ludzie, którzy chcieli bić, a nawet mor­dować Żydów pory­wa­ją­cych ich dzieci. Na szczęś­cie sytu­ację w innych częś­ci­ach kraju udało się opanować i agi­ta­torzy samosądów zostawali zatrzy­mani. Do więk­szych tragedii nie doszło.

Do dziś wielu naukow­ców zas­tanawia się co było rzeczy­wistą przy­czyną tej tragedii. Co spraw­iło, że leg­enda obecna w naszej kul­turze, aczkol­wiek nie tak bardzo znana, nagle zawład­nęła życiem tak wielu? Jedni mówią, że to władze komu­nisty­czne prowoku­jąc ludzi do zamieszek, zna­j­du­jąc im “kozła ofi­arnego”, chci­ały odwró­cić uwagę opinii pub­licznej od np. przeprowadzanego w tym cza­sie ważnego dla Pol­ski ref­er­en­dum, które było bardzo nieucz­ciwe. Inni znów uważają, że ponieważ Polacy zawsze uważali się za bohater­ski naród cier­piący za innych, mieli wielkie poczu­cie winy, że musieli przyglą­dać się tragedii Holo­caustu. Mit mordu rytu­al­nego, jakoby, znów odnaw­iał nasz autostereo­typ nar­o­dowy (to jak my siebie postrzegamy jako naród), a tym samym odd­alał nasze wyrzuty sum­ienia i wprowadzał ład moralny. Nato­mi­ast dlaczego ludzie uwierzyli plotkom? Odpowiedź jest prosta — winna jest wojna. W jej trak­cie tylko nieliczni mieli dostęp do rzetel­nej infor­ma­cji, dlat­ego nauc­zono się dawać wiarę pogłoskom. Wszys­tko to potę­gowane było tym, że w grę wchodz­iło życie dzieci, które, z natury słab­sze od dorosłych, umier­ały po wojnie z powodu biedy, głodu, braku higieny. Jak wspom­ni­ałam na początku — życie dzieci jest najważniejsze, dlat­ego, gdy coś im zagraża, wybucha panika, a nawet psychoza…