Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważną kwestią jest ochrona środowiska. W rozwijającym się coraz szybciej świecie przybywa coraz więcej samochodów, które jednak nadal nie są zasilane naturalną energią, ale benzyną. W efekcie mamy coraz więcej zanieczyszczeń, powietrze w miastach jest coraz bardziej brudne i po prostu żyje się przez to ciężej. W godzinach szczytu ulice europejskich miast są zapełnione samochodami stojącymi w korkach, próbującymi przecisnąć się przez wąskie drogi. Między innymi z tego powodu w Polsce po raz szósty obchodzony jest "Europejski Dzień bez Samochodu". To inicjatywa mająca na celu ograniczenie ruchu drogowego w miastach - ze względu na rosnące zanieszczyszczenie środowiska ale i na bezpieczeństwo na drogach. Jak wiemy, dużo samochodów to dużo wypadków. Co gorsza wypadków takich, w których często poszkodowani są piesi czy dzieci (np. nieuważnie przechodzące przez jezdnię).
Dzień bez Samochodu jest obchodzony bardzo hucznie, zwłaszcza w większych miastach, takich jak choćby Warszawa. 22 września mamy prawo za darmo jeździć autobusami, tramwajami, metrem...Ponadto zamykane są niektóre ulice, tak by chociaż przez chwilę ograniczyć ruch pojazdów. A tak naprawdę po to - by zwrócić uwagę na problem nadmiernego korzystania z samochodów przez zwykłych ludzi. Wiadomo przecież, że przez ograniczenie ruchu na jeden dzień nie zmienimy sytuacji, ale możemy zwrócić uwagę społeczeństwa. I o to tego dnia chodzi. Krajowy kordynator kampanii to Instytut Spraw Obywatelskich, który poprzez swoje akcje stara się pokazać mieszkańcom miast, że dla ich własnego dobra, zdrowia i bezpieczeństwa lepiej poruszać się jest komunikacją miejską lub...na piechotę albo rowerem! Bardzo ważne jest zwrócenie uwagi ludzi, że owszem - samochody są potrzebne ale NIE ZAWSZE. Nie musimy korzystać z nich przy każdej okazji. Organizatorzy akcji zachęcają nas do tego, żeby zamiast jechać do sklepu na drugi koniec miasta - zrobić zakupy niedaleko, tak by nie trzeba było ruszać z parkingu. Jednym słowem im rzadziej będziemy korzystali z samochodu, tym lepiej dla nas. Lepiej, a nie tylko zdrowiej, bo za benzynę przecież trzeba płacić, i to wcale nie mało.
Co roku Dzień bez Samochodu związany jest bezpośrednio z innym tematem. W 2004 roku na przyład obchodzono ten dzień pod hasłem "Bezpieczeństwo Dzieci na drodze". Jest to wątek niezwykle ważny i często ignorowany przez ludzi. Niemal każdy rodzic wypuszczając swoje dziecko na dwór zwraca mu uwagę, żeby uważało na przejściach i mimo zapewnień o tym, że nie ma się czym przejmować, niemalże zawsze się martwi. I to nie tylko dlatego, że dziecko jest nieuważne. Chodzi raczej o to, że ludzie bardzo często jeżdzą po prostu jak wariaci. Nie zwracają uwagi na sygnalizację świetlną, nie mówiąc już o ograniczeniach prędkości. I w ten sposób właśnie dochodzi do wypadków... Bardzo ważne w tym momencie staje się oczywiście odpowiednie oznaczenie dzieci odblaskami, co też jest częścią akcji Dnia bez Samochodu. Gdy wychodzimy wieczorem i nie mamy na sobie nic odblaskowego, stajemy się po prostu niewidoczni. Poza tym małe dzieci, bo do głównie do nich takie odblaski są kierowane są często nieuważne i nie potrafią zauważyć zbliżającego się z prędkością 100 kilometrów na godzinę samochodu, bo są zajęte czymś innym.
Jak więc najlepiej poradzić sobie z rosnącym ruchem samochodowym? Odpowiedź 22 września podsuwają nam środki masowego przekazu i uczestnicy debaty publicznej, czyli zwykli ludzie wypowiadający się na ten temat w środkach masowego przekazu. A odpowiedzią tą są...rowery. To właśnie rower w nowoczesnym mieście ma za zadanie przejmować ruch pojazdów spalinowych. Z jednej strony niezwykle ważne staje się przekonanie ludzi o tym, że ten środek transportu może być bardzo często wykorzystywany zamiast samochodu, z drugiej chodzi też o apel do władz polskich miejskich o to, żeby do tego ruchu rowerowego zapewnić odpowiednią infrastrukturę, czyli - wybudować dużą ilość ścieżek rowerowych. To ścieżki mogą zagwarantować bezpieczne i zdrowe poruszanie się rowerami po mieście, bo jeżdżenie po ulicy jest po pierwsze właśnie niebezpieczne a po drugie niezdrowe. Jesteśmy narażeni na wdychanie samochodowych spalin, bo przecież poruszamy się w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Mówiłem tu o władzach polskich miast, bo na zachodzie takie rozwiązania są już powszechnie stosowane. Holandia, Dania, Belgia czy nawet nasi południowi sąsiedzi już dawno zatroszczyli się o to, żeby w miastach powietrze było czystsze a korki mniejsze.
Jednym z miast, z dość rozwiniętą siecią ścieżek rowerowych jest Wrocław (ok. 100 km). Do obchodów Dnia bez Samochodu we Wrocławiu przyłączyły się różne organizacje samorządowe, np. koalicja "Rowerowy Wrocław", organizująca masowe przejazdy rowerzystów ulicami miasta. W Warszawie zaś, raz w miesiącu, rowerowy ruch promuje "Masa Krytyczna". Już wyjaśniam o co chodzi. "Masa Krytyczna" to zjednoczenie się wielu stołecznych rowerzystów i przejazd największymi arteriami miasta (więcej na http://www.masa.waw.pl/) Jest to oczywiście dość bezpośredni sposób zablokowania ruchu samochodowego, ale czasami jednak można odnieść wrażenie, że innym sposobem nie da się zmusić władz miasta do budowy ścieżek.
Jak widać, patrząc na ulicę polskich miast, wiele jeszcze przed nami. Wystarczy się choćby porównać z zachodnimi krajami Unii Europejskiej, żeby zobaczyć, jak bardzo Polska jest opóźniona w promocji zdrowego trybu życia i ruchu rowerowego jako alternatywy do ciągle przyrastającej liczby samochodów. Mimo iż sama inicjatywa Europejskiego Dnia bez Samochodu wydaje się przypominać syzyfową pracę, to sądzę, że warto to robić nadal. Warto dlatego, żeby pewnego dnia nie zauważyć, że ziemia zaczęła się na nas mścić, za wszystkie spaliny i zanieczyszczenia, którymi ją codziennie w obfitości obdarowujemy.
Aby uzyskać więcej informacji o Europejskim Dniu bez Samochodu zapraszam na stronę http://www.22wrzesien.org/









